matura, maturaaa. dżizys, to chyba ważny moment w życiu. chociaż im bliżej tym mniej się stresuję. mam wrażenie, że wszyscy dookola przezywają to bardziej niż ja. Jakos się tam napisze, daj Bóg.
ile jeszcze można stąpać po tak niepewnym gruncie? ile można być utrzymywanym w niepewnosci? ile razy jeszcze nie zrozumiem o co w tym tak naprawdę chodzi i kim jestem w tej grze?
chyba nie rządam zbyt wiele, odrobina stałosci naprawdę wystarczy. nie trzeba białego konia, wysokiej wieży i cmokania w rączkę. nie trzeba też nie wiadomo jakich deklaracji i przyrzeczeń. no może jedno trywialne słowo. 'jestem tu'. i kilka sekund potem: 'i chcę zostać dłużej'.
a jeżeli nie, to po prostu odejdź. i nie dzwoń już, nie pisz. bo chyba tak będzie lepiej. to jest tak jak ze złamaniem kosci. te, które pękły prosto i szybko, szybciej się zrastają. oby tak było ze mną.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz